Wieża Książęca w Siedlęcinie – średniowieczny skarb Dolnego Śląska

Dolny Śląsk to dla mnie niewyczerpane źródło inspiracji. Odwiedziłem dziesiątki miejscowości w tym regionie, a mimo to przy okazji każdej wizyty odkrywam coś nowego. Weekend majowy sprzyjał eksploracji i przyniósł kolejną lokację, którą z czystym sumieniem mogę dopisać do listy moich ulubionych miejscówek. Jest nim Wieża Książęca w Siedlęcinie.

Zanim przejdę do sedna, czyli największej atrakcji Wieży Książecej, warto przytoczyć kilka faktów związanych z budowlą. Siedlęcin leży zaledwie siedem kilometrów od Jeleniej Góry. Blisko z niego do Zamku Chojnik (21 kilometrów) i urokliwego schroniska Perła Zachodu (zaledwie 4 kilometry). Z zewnątrz Wieża nie robi zbyt imponującego wrażenia. Nie poprawia go otaczający ją teren dawnego PGRu. Błędem jednak jest ocenianie jej po pozorach. To, co kryje w środku jest warte każdej niedogodności związanej z podróżą.

Historia Wieży rozpoczyna się około 1314 roku i związana jest z księciem jaworskim Henrykiem I, który zlecił jej budowę. Początkowo budowla miała cztery kondygnacje. Dwie dolne pełniły funkcje gospodarcze, kolejne dwie zamieszkiwali właściciele. Około roku 1346 powstał największy skarb Siedlęcina, czyli ścienne polichromie, które obejrzeć można na trzeciej kondygnacji. Wykonane one zostały w technice al secco, która charakteryzuje się tym, że farba nakładana jest na suchy tynk. Wyróżnia je świecka tematyka. Odnoszą się one do legendy rycerza sir Lancelota. W roku 1368 budowla została sprzedana. Jej nowym właścicielem został rycerz Jenschin von Redern, którego ród posiadał ją do połowy XV wieku. W 1575 roku miała miejsce przebudowa w wyniku której dodano najwyższą kondygnację. Lata 1732 – 1945 to czasy władania rodu Schaffgotschów, którego imponujące mauzoleum znaleźć można w Raszowie. Obecnie wieżą administruje Fundacja „Zamek Chudów” (od 2001 roku). W roku 2006 rozpoczęła się kompleksowa renowacja polichromii. Jej efekty robią duże wrażenie.

Same polichromie trafnie zostały określone mianem średniowiecznego komiksu. Wiadomo, że malowidła stworzyli artyści ze szwajcarsko-niemieckiego pogranicza i są one najstarszymi, niesakralnymi malowidłami w Polsce. Analogia do komiksu wydaje się trafna co widać już na pierwszy rzut oka. Szkoda, że historia pokazana na ścianach w pewnym momencie się urywa. O tym, że miała być kontynuowana świadczą ciemne kontury na jednej ze ścian. Co ważne Wieża nie zmieniła się bardzo od czasów średniowiecza co czyni ją wyjątkowym miejscem. Zbliżone malowidła zazwyczaj mamy okazję oglądać w muzeum, a nie w miejscu, w którym powstały i to już wystarczy żeby odwiedzić Siedlęcin.

Poza polichromiami w wieży obejrzeć można efekty prowadzonych tam badań archeologicznych. Podczas mojej wizyty dodatkową atrakcją była wystawa fotograficzna Dagmary Matusiak pt. Miejsca (nie) umarłe. Bez wątpienia jednym z takich miejsc jest Wieża Książęca w Siedlęcinie.

Od kilku dni dostępna jest publikacja dotycząca Wieży. Najważniejsze informacje związane ze zwiedzaniem znaleźć można na oficjalnej stronie obiektu: http://wiezasiedlecin.pl

Pozostałe źródła, z których korzystałem w trakcie pisania artykułu:

http://sekulada.com/wieza-ksiazeca-w-siedlecinie/

http://henrykowblog.blogspot.com/2015/03/henryk-i-jaworski-i-sir-lancelot-z.html

http://zajacpodrozny.blog.pl/2014/08/26/siedlecin-wieza-rycerska-i-tajemnicze-freski-czyli-krol-artur-nad-bobrem/

Zdjęcia: Ilona Sojda