Wywiad z Pawłem Klimczakiem (Naphta)

Rozmowa o ambiencie, modzie na kasety i przyszłości sceny klubowej.

Spotykamy się po dyskusji Cyfrowa kultura współczesna vs. analogowe nośniki, więc zacznijmy od kaset. Jak jest z tymi kasetami i ich powrotem? Moda i hipsterstwo, decyzje artystyczne czy może jakaś konieczność?

Na pewno decyzje artystyczne. Szczególnie jeśli chodzi o specyficzne gatunki muzyczne. Muzykę eksperymentalną, muzykę gitarową, której zależy na tym żeby zachować ciepłe i brudne brzmienie. Nie bez znaczenia jest również czynnik ekonomiczny, dlatego że jeżeli chcesz wydać cokolwiek materialnie, a coraz więcej wytwórni chce to zrobić, to masz szansę, żeby się odróżnić od tego szumu cyfrowego. Wydając tylko cyfrowe pliki bardzo łatwo zaginąć w natłoku wydawnictw istniejących tylko w tej formie. Jednym ze sposobów jest wydawanie kaset, które są tanie i klimatyczne.

Czy zdarzają się sytuację, że duża wytwórnia wydaje gwiazdę na kasecie?

Tak. Bodajże w zeszłym roku była taka akcja, że The Weekend albo jeden z tych wysokooktanowych artystów został wydany na kasecie. Z tym, że przez majorsów jest to traktowane na zasadzie: jest moda na to, ludzie o tym mówią, więc może spróbujmy wypuścić jedną rzecz i na przykład ta kaseta wydana w majorsie bardzo zawyżyła wyniki sprzedaży kaset za zeszły rok. Ludzie kupowali kasetę, nawet jeśli nie zamierzali jej słuchać.

To sugeruje, że skala zjawiska jest niska skoro jeden album wpłynął na globalne wyniki sprzedaży.

Skala jest bardzo niska. Jest to zjawisko niszowe, które po prostu ma dobrą prasę.

A gdzie Ty jesteś w tym wszystkim, bo właśnie wydałeś materiał na kasecie?

Robię dużo muzyki i staram się wydawać u ludzi, którzy wydają fizyczne nośniki. Akurat z tym projektem, który teraz się ukazał było tak, że Mateusz, jeden z szefów Pawlacza Perskiego, w którym z Jędrkiem Jendrośką wydaliśmy kiedyś jako Au79 i odezwał się, czy nie chciałbym wydać jakiegoś eksperymentalnego materiału. Dostarczyłem mu praktycznie gotową kasetę. Jemu jeden taki dłuższy utwór nie siedział i powiedział: no dobra to resztę bierzemy, ale to jest jedna strona. Czy mógłbyś nagrać też drugą stronę? Wtedy spiknęliśmy się z przyjaciółmi i nagraliśmy jako trio Braki czterogodzinny jam, z którego wybrałem to, co później trafiło na stronę b kasety. Udało się nawet kilka koncertów pod tym szyldem zagrać i myślę, że będziemy jeszcze razem nagrywać, ale będzie to coś innego i nie będzie to ani regularne, ani normalne, że tak powiem.

Skąd ten zwrot w stronę ambientową, bo jednak na co dzień nagrywasz inne rzeczy?

Robię bardzo dużo różnej muzyki. Mam sporo projektów, np. teraz jestem basistą w zespole, który jak to świetnie Phantom nazwał, gra afro-krautrock, więc mam parę różnych zajawek. Gdzieś tam mi nawet majaczy blackmetalowa wycieczka. Natomiast w tym przypadku to była inicjatywa Mateusza, żebym nagrał coś eksperymentalnego. Bardzo lubię syntezatory. Ostatnio z racji tego, że moje studio nabrało trochę lepszych kształtów, postanowiłem nagrać dla niego materiał syntezatorowy. Potem coś z tego wyrosło. Dodatkowo ambient jako środek wyrazu zgadza mi się z tym co teraz w życiu przechodzę, bo im starszy jestem, tym większym hipisem się czuję i mocno do mnie trafia muzyka, która jest oparta na psychodelii, na jakimś wrażeniu bardziej niż na melodii, która polega na tym, żeby budować jakieś wrażenie, atmosferę. Nie będę ukrywał, że narkotyki też grają tu jakąś rolę, więc postanowiłem trochę w tę stronę podziałać, ale nie jest to taki ambient od linijki.

O ile coś takiego istnieje.

Dokładnie. Dlatego bardziej patrzę na to jak na projekt eksperymentalny, gdzie mogę się wyszaleć, gdzie robię coś, czego na co dzień nie robię. Kolejny album będzie bardziej zbliżony do tego, do czego przyzwyczaiłem słuchaczy i słuchaczki, chociaż nie zabraknie echa tej kasety.

Śledzisz w ogóle to co się dzieje na scenie ambientowej? Pytam dlatego, że mam często takie wrażenie, że jest to teraz bardzo nierozpoznany, że jak znacząca wytwórnia w stylu PAN czy Warpa coś wyda to pisze się o tym na niezalowych portalach, ale mało osób ogarnia to, co się w ambiencie dzieje, a miejsce wydania ma kluczowe znaczenie jeśli chodzi o percepcję gatunku.

To prawda. Ja w zasadzie trafiam tak jak powiedziałeś dzięki drogowskazom wytwórnianym. To znaczy nagle okazuje się, że Huerco S nagrywa ambientalny album. Uwielbiam Huerco S i nagle okazuje się, że to jest taka muzyka. Te wielkie nazwiska od zawsze były mi bliskie – Basińskie i Fennesze tego świata. Natomiast nie mam zbyt wiele czasu żeby wchodzić w tego typu historie i ponownie, kontekst ambientalny jest mniej ważnym, niż kontekst eksperymentalny. Pawlacz Perski to jest wytwórnia, która wydaje przeróżną muzykę, nie tylko ambient i na przykład przed naszą kasetą wypuścili Arszyn / Duda & Paper Cut. Jedną z najlepszych free jazzowych płyt ostatnich lat, więc jest to raczej tak, że ambient znajduje mnie, niż ja szukam ambientu.

Co w takim razie będzie następne? Pytam zarówno o to, co ty będziesz robił, jak i to czego będziemy w najbliższym czasie słuchali w klubach, bo te mody cyrkulują i cały czas szuka się czegoś nowego. Był zwrot w stronę Afryki, a co teraz?

Wydaje mi się, że ten zwrot w stronę Afryki trochę opada. Natomiast cały czas rządzi techno i końca nie widać. Jeśli się rozmawia z ludźmi i śledzi rozmowy promotorów, dj-ów, producentów, to krążą one wokół tematu co po techno i czy w ogóle cokolwiek. Obawiam się, że dominacja techno jest niezagrożona. Obawiam się nie dlatego, że nie lubię techno, bo tak nie jest. Natomiast ta popularność i homogenizacja sceny klubowej sprawia, że w klubach dominuje przeciętna wersja techno, taka z wybitymi zębami. Nie za bardzo jest miejsce na inne rzeczy, a publika – na zasadzie samospełniającej się przepowiedni – też nie oczekuje czegoś innego. Co dalej? Nie wiem. Może coś, co teraz nam się w głowach nie mieści, a może kultura klubowa się trochę zwinie, zmniejszy. To jest kwestia ekonomii, infrastruktury. Może ludzie po prostu trochę się tym zmęczą. Ciężko mi wróżyć z fusów.

Natomiast co u mnie? Drugi album jest na finiszu. Wyjdzie w Astigmatic Records. Będzie to trochę bardziej instrumentalna rzecz, w tym sensie, że sam nagrywam dużo żywych instrumentów. Na poprzednim albumie miałem wielu gości i ta współpraca odbywała się głównie korespondencyjnie, bo to byli goście z całego świata. Tym razem chciałem, żeby ci ludzie siedzieli ze mną w studiu. To są bliskie mi osoby. To są tacy ludzie, jak Paweł Stachowiak z EABS i Kroków, Phantom, z którym przez przypadek nagraliśmy ambientowy utwór, czy Michał Szczepaniec, który w ostatnich miesiącach stał się moim bliskim współpracownikiem i niezłym motywatorem muzycznym.

To może pójdzie to w stronę żywych brzmień? Skoro ludzie kupują fizyczne nośniki to może w klubach też będzie więcej tej muzyki granej na żywych instrumentach?

No nie wiem. Na pewno jest większy głód zespołów niż parę lat temu. W muzyce niezależnej to wahadło znów przesunęło się w stronę zespołów. Powstaje bardzo dużo hybryd, które łączą różne style i wątki, organiczne i elektroniczne itp. Głównie dlatego, że formuła laptop plus wokal się wyczerpuje. Słuchacze i słuchaczki są tym zmęczeni, ale i chyba oczekują więcej po występach na scenie. Mój album będzie szedł w taką stronę, że będą tam regularne bity, będzie to wszystko osadzone w tym co robiłem do tej pory, ale więcej będzie pustynnego rocka, psychodelii. Jest nawet jeden numer brudno-dancehallowy. Jest to trochę poszerzenie terenu, ale wciąż będą tam mniej lub bardziej klubowe echa. Wyjdzie również spora epka, bo sześć numerów, we francuskiej wytwórni Skylax Records. Nie wiem kiedy, bo różnie z winylami bywa, ale nie jest tak, że się na świat klubowy obraziłem.

Foto: Kasia Konachowicz

Posłuchaj: https://pawlaczperski.bandcamp.com/album/under-the-face-ppt39