W portrecie można zawrzeć całą historię – wywiad z Marcinem Andrzejem Telegą

Rozmowa o wystawie Nokturn, malarskiej ewolucji i sile portretów.

Zacznijmy klasycznie. Opowiedz o koncepcji najnowszej wystawy i pracach, które będzie można na niej obejrzeć.

Moja najnowsza wystawa zatytułowana jest Nokturn. Według teorii nokturn to utwór, który jest stworzony pod wpływem nastroju nocy. Wcześniej zdarzało mi się malować nokturny, które były najczęściej niewielkimi pejzażami, bliski jest mi ich nastrojowy, nieco mroczny klimat, który pięknie podkreśla pojawiające się na nich nikłe światło. W obrazach z wystawy Nokturn nie chodzi mi jednak o mrok ani o światło ale o nastrojowość, która wynika z wewnętrznego przeżycia.

Jako społeczeństwo i wspólnota kulturowa jesteśmy nastawieni na to aby celebrować dzień, młodość, zdrowie. Chcielibyśmy aby zawsze było nam dobrze i abyśmy mieli wszystko czego potrzebujemy, jest to jak najbardziej naturalne. W życiu jednak cyklicznie nastaje noc, która kieruje nas do naszego wnętrza i o tym chciałem opowiedzieć najnowszymi obrazami. Noc jest tu symbolem zatrzymania i refleksji, jest symbolem czasu ciemnego i trudnego, co nie oznacza, że równocześnie nie może być też czasem niezmiernie potrzebnym i pięknym.

Na obrazach dominują portrety. Dlaczego one? Jest trafne powiedzenie, że jeden obraz znaczy więcej niż tysiąc słów. Dla mnie jeden portret to tysiąc historii. Nie trzeba malować tych historii, one tkwią w portrecie. Portret to dla mnie doskonały sposób na to, aby dyskretnie i bez zbędnej narracji pokazać prawdę o nas, o naszym świecie i sposobie jego przeżywania.

Pozostając przy portrecie to kiedyś ogłaszałeś na swojej stronie, że robisz portrety na zamówienie. Jak to wygląda? Czy jest zainteresowanie? Jak jest z tym malarstwem portretowym i jego odbiorem?

Tak zgadza się, maluję portrety na zamówienie. Malarstwo portretowe jest jedną z części mojej pracy twórczej, łączy się ono z innymi jej częściami ale pretekst i idea są odmienne. W portretach, które wykonuję na zamówienie staram się pokazać coś szczególnego co zauważam w portretowanej osobie. W obrazach, które maluję, portretem staram się opowiedzieć historię, oddać nastrój, czy przekazać emocje. Obie te prace łączą się ze sobą i wzajemnie uzupełniają.

Cofnijmy się w przeszłość. Poznaliśmy się cztery lata temu na twojej wystawie Wieczna tęsknota w Onamato i wtedy mówiłeś, że planujesz podróż do Indii i szukanie tam inspiracji. Czy doszło do tej podróży i czy znalazłeś jakieś nowe ścieżki?

Tak, do podróży doszło w 2013 roku dwukrotnie udało mi się być w Indiach. Moje podróże do Indii są związane z dużą potrzebą głębokich duchowych przeżyć. Są miejsca w Indiach,  które dostarczają właśnie takich głębokich przeżyć. Jestem szczęśliwy, że udało mi się tam trafić, mam nadzieje, że jeszcze kiedyś będę mógł tam być. Indyjskie podróże, owszem pozwalają odnaleźć nowe ścieżki ale też, pomagają pogłębić te, które już znamy. To pogłębianie doświadczeń wydaje mi się bardzo cenne. Przekłada się ono bezpośrednio na moją twórczość. Kiedyś moje malarstwo było bardziej ekspresyjne, mocniej oparte na zewnętrznych emocjach i przeżyciach. Teraz moim celem jest to, aby wynikało ono z wewnętrznego przeżycia. Wydaje mi się, że wewnętrzne przeżycie jest bardzo bliskie wszystkim. Choć zewnętrznie różnimy się od siebie, wewnętrznie mamy podobne potrzeby, potrzebujemy podobnych impulsów, mamy zbliżone tęsknoty. Dlatego twórczość wynikająca z wewnętrznych przeżyć wydaje mi się bardzo wartościowa.

Jak to się przekłada na styl Twoich obrazów? Na pewno są one bardziej minimalistyczne od Twoich poprzednich prac. Czy to jest kierunek, w którym chcesz podążać?

Bardzo bym chciał. Minimalizm, który pojawia się w Nokturnie wynika po części z tego, że mój wcześniejszy duży projekt Piosenki Ewy Demarczyk był bardzo pompatyczny, bardzo przeładowany, gęsto malowany z dużą ilością detali. Niektóre obrazy z tamtego cyklu bardzo lubię, inne mniej, ale było to na pewno bardzo cenne doświadczenie. Po tamtej pracy poczułem, że dobrze byłoby pójść w inną stronę. Zauważyłem, że na obrazie nie musi być dużo, żeby dużo powiedzieć. Dlatego teraz dokonała się selekcja. Pojawił się portret a zniknęło wszystko, co było dookoła. Bardzo lubię portret, bo pokazuje on bardzo dużo i można w nim zawrzeć całą, piękną historię, nic więcej nie potrzeba. Stąd ten minimalizm. Myślę, że byłoby dobrze, żeby miało to swoją kontynuację. Taki jest plan.

Mam wrażenie, że był okres, w którym było niewiele Twoich wystaw. Z czego to wynikało?

Przerwa ta miała kilka powodów. Jednym z nich była potrzeba przerwy po pracy nad wspomnianym, dużym cyklem malarskim Piosenki Ewy Demarczyk. Był to czas, kiedy potrzebowałam odpocząć, zastanowić się; czy dalej chcę malować? i jeśli “tak” to co chce malować? Był to czas przewartościowania, czas restartowania systemu. Nie był to łatwy czas, ale takie przerwy są bardzo potrzebne, pozwalają dostrzec co jest mniej, a co bardziej cenne, z czego można zrezygnować, a co warto rozwinąć. Stąd wynikał ten brak wystaw. To właśnie był taki czas symbolicznej nocy w mojej pracy artystycznej.

Co w takim razie dalej?

Powrócę do wystawy Nokturn. Bardzo się cieszę, że ją zrobiłem, podczas pracy nad tymi obrazami przełamałem czas zniechęcenia do malowania. Podczas pracy nad tą niewielką wystawą pokazało mi się kilka nowych ścieżek. Na pewno będę chciał rozwijać portret, cennym wydaje mi się również minimalizm. Najważniejszym planem i celem jest jednak to, aby rozwijać siebie, tak, żeby moje wewnętrzne doświadczenie było głębsze, i starać się przekładać to na twórczość,  przez co mam nadzieję, moje obrazy będą mocniejsze i bardziej wartościowe.

Wystawa Nokturn potrwa do 21 lipca w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie.

Obrazy:

Noc, 70×90 cm
Pani Józefa, 50×70 cm
Dziadek, 40×60 cm
Spojrzenie, 50×70 cm