Recycling: France Jobin „Valence”

Tym razem pora na album, który mimo upływu lat nadal jest w mojej ścisłej czołówce.

O płycie France Jobin pisałem kiedyś tak: Ambient rzadko trafia na salony. Na jednego Tima Heckera przypada kilka setek artystów, którzy pozostają znani jedynie czytelnikom obskurnych blogów. Jasne jest, że większość tego typu nagrań to smęcenie, które zapomina się kilka sekund po przesłuchaniu, jednak w całej tej masie trafiają się rzeczy wybitne. Do tej ostatniej kategorii z pewnością zalicza się krążek France Jobin pt.„Valence”, który wymaga od słuchacza całkowitego zaangażowania. Jej muzyka słuchana jednym uchem łatwo miesza się z tłem. Artystka sprawnie operuje ciszą i często wprowadza motywy na granicy słyszalności. Właśnie dla takiej muzyki powstały słuchawki. Jobin przeplata jednostajne drony mikromotywami tworząc oryginalny soundscape. Konkret pojawia się w jej muzyce rzadko, ale dzięki temu każdy nowy motyw wybrzmiewa z wielką siłą. Wystarczy wspomnieć minimalistyczny początek drugiego na płycie „P Orbital”. Warto dodać, że całość inspirowana jest fizyką kwantową co nadaje „Valence” prawdziwie awangardowy sznyt. Dla koneserów. Od tamtej pory minęły ponad cztery lata, a ja nadal często wracam do arcydzieła France Jobin. Jej kolejne płyty nie zrobiły na mnie tak wielkiego wrażenia (choć The Illusion of Infinitesimal jest świetne), ale z nimi również warto się zapoznać.

Line, 1 lutego 2012

Posłuchaj: https://francejobin.bandcamp.com/album/valence