W Brugii

Jesienny spacer po flamandzkiej Wenecji. 

Na początek rady dla podróżujących z Brukseli. Pierwsza: najlepiej zaopatrzyć się w bilet weekendowy w dwie strony (działa od 17:00 w piątek do końca weekendu, jest o połowę tańszy od normalnego i pozwala na przejazdy niemal wszystkimi pociągami). Druga: chcesz siedzieć to ustaw się daleko od wejścia na peron i trzymaj się zasady „głowa nisko i łokciami bijemy”. Sama podróż trwa niewiele ponad godzinę i nie porywa krajobrazami. W tym wypadku stereotyp o płaskich krajobrazach krajów Beneluksu ma pełne uzasadnienie.

Spacer z dworca kolejowego do historycznego centrum miasta zajmuje kilkanaście minut, które dają niezły obraz tego, czego można spodziewać się później. Charakterystyczna architektura i labirynty urokliwych uliczek to zdecydowany atut Brugii.

Pierwszym punktem zwiedzania była Katedra Świętego Zbawiciela. Wielokrotnie przebudowywana świątynia przytłacza wielkością i dużą liczbą dzieł malarskich, witraży i zdobień. Wrażenie robi dobudowana w XVIII wieku wieża i malowidła w katakumbach.

Osoby, którym udzieli się uduchowiona atmosfera Katedry czeka po wyjściu z niej spory szok. Wystarczy przejść kilka metrów żeby znaleźć się na głównym deptaku, który można określić mianem centrum handlowego na świeżym powietrzu. Sklepy z asortymentem każdego rodzaju przeciągają łowców okazji, co może tłumaczyć obłożenie pociągów. Niesieni tłumem trafiamy na rynek.

Hale targowe, kolorowe kamienice, wieża, na którą chce wejść spora kolejka turystów i efektowny ratusz wynagradzają niedogodności związane z przebijaniem się przez tłum. Ta część miasta jest naprawdę magiczna.

Liczne mosty i kanały tłumaczą dlaczego miasto określono mianem flandryjskiej Wenecji. Malownicze widoki przyciągają fanów zdjęć z ręki i miejscowego piwa, które jeszcze zyskuje na smaku w takich okolicznościach przyrody.

Fani architektury, złocistego trunku i szybkich wycieczek znajdą tutaj sporo dla siebie. Dla mnie ten wypad był chwilą oddechu po trzech tygodniach w przytłaczającej i depresyjnej Brukseli.

Jako fan sztuki odwiedziłem również Muzeum Groeninge i Absolute Art Gallery, w której udaną wystawę miał Zhuang Hong Yi, ale o tym wkrótce.

Zdjęcia: Ilona Sojda-Prociak