DMNSZ „OUIJA”

Dowód na to, że nie zawsze musi być przyjemnie.

Długo uciekałem od tego albumu. Pierwsze spotkanie z nim było bolesne i nie mogłem zebrać się do ponownego słuchania. Z bloga Bartosza Nowickiego wiedziałem, że przy kolejnej próbie nie będzie inaczej, ale w końcu się przemogłem i nie żałuję. Stojący za projektem DMNSZ, Patryk Daszkiewicz nigdy nie sięgał po proste rozwiązania. W notce prasowej można przeczytać, że DMNSZ (demonszy) operując szumem z kaset i sprzężeniami zwrotnymi buduje repetytywną tkankę muzyczną. Brzmi intrygująco, ale co to właśnie oznacza w praktyce? OUIJA operuje niedopowiedzeniem. Dźwięki o trudnym do określenia pochodzeniu pojawiają się i znikają tworząc zręby narracji, której sens zwykle pozostaje ukryty. Pochodzący od tabliczki do kontaktu z duchami tytuł i elektryczne szumy i wyładowania kojarzą się z XIX-sto wiecznym spirytyzmem i szokiem jakim dla społeczeństwa były wtedy rozwój elektryczności czy odkrycie promieniowania rentgenowskiego. Wspominam o tym dlatego, że dźwięki o ekstremalnych częstotliwościach zawarte na płycie wydają się pochodzić spoza czasu, a obcowanie z nimi ma w sobie coś z seansu spirytystycznego.

Muzyczną zawartość płyty świetnie scharakteryzowały słowa recenzji z bloga Kultura Staroci, a że jestem leniwy to odwołam się do nich bezpośrednio: Zdaje się, że Daszkiewicz jako jeden z niewielu w kraju rozumie możliwości minimalizmu, który nie jest jednocześnie minimalizmem kwartetu Reich-Glass-Riley-Le Monte Young. Daszkiewicz celuje w to co robił William Basinski, co słychać w nieustających pętlach, specjalizuje się w skupieniu uwagi na pojedynczości fenomenów akustycznych, jak Alvin Lucier czy Morton Feldman. Jednocześnie podskórna kostropatość wszystkich ścieżek zbliża artefakty, nazywane roboczo utworami na OUIJI  niebezpiecznie do ANW (jak w numerze L) z jego bezwzględnym trwaniem. Jednocześnie trwanie to jest krótkie – po danej liczbie powtórzeń utwór niespodziewanie kończy swój bieg, niedosycając muzakowe oczekiwania, które zazwyczaj stosowane są wobec minimal music. W punkt.

Moim faworytem jest ukryty pod czwartym indeksem utwór E, ale nie o ewentualne highlighty tu chodzi, tylko o spójną wypowiedź muzyczną, którą bardziej odczuwa się fizycznie, niż przeżywa. Daszkiewicz w sposób konsekwentny rozbija przyzwyczajenia słuchacza i nie daje łatwo zapomnieć o swojej muzyce, a to jest duża sztuka.

Pointelss Geometry, 3 lipca 2017

Posłuchaj: https://pointless-geometry.bandcamp.com/album/dmnsz-ouija