Ambientowe rekomendacje

Podsumowanie 2017 roku w ambiencie.

Słowem wstępu

W ciągu blisko dziesięciu miesięcy istnienia bloga pojawiły się na nim wzmianki o kilkudziesięciu płytach. To oczywiście dalekie jest od wyczerpania tematu pod tytułem ambient w 2017 roku, ale daje niezłe pojęcie o tym, co działo się w tej stylistyce w ciągu minionych dwunastu miesięcy. Jestem zwolennikiem szerokiego spojrzenia na muzykę dlatego to zestawienie może okazać się niestrawne dla gatunkowych purystów. W moim spojrzeniu na ambient mieszczą się zarówno dźwiękowe eksperymenty, płyty z pogranicza neoklasyki i klasyczna (cokolwiek to znaczy) muzyka tła. Nie jestem zwolennikiem rankingów i gwiazdek dlatego swoje przemyślenia zamknąłem w kilku punktach odnoszących się do różnych tendencji i zjawisk w ambiencie. Wszędzie gdzie było to możliwe podlinkowałem rekomendowane albumy.

Mistrzowie trzymają się mocno

To był dobry rok dla doświadczonych artystów. Aż dwie bardzo dobre płyty nagrał Rafael Anton Irrisari. Do gustu bardzo przypadł mi nagrany w duecie z Leandro Fresco album album La Equidistancia. Melodie tworzone przez Fresco razem z sound designem Irisarriego i produkcyjnym wsparciem Taylora Deupree (ambientowy dream team!!!) tworzą spójną i wciągającą całość. Nagrany solo album The Shameless Years  nie był wcale słabszy. Również wspominany wyżej Taylor Deupree maczał palce w kilku bardzo solidnych wydawnictwach z nagranym w duecie z Marcusem Fischerem Lowlands na czele.

Świetny powrót zaliczył GAS, którego album Narkopop znalazł się w czołówce wielu muzycznych podsumowań. Wolfgang Voigt nagrał płytę, którą można spokojnie postawić obok klasycznych Pop i Königsforst, co samo w sobie jest sporym osiągnięciem. Nie zawiódł również William Basiński. Jego A Shadow in Time to klasa sama w sobie. O tym albumie pisałem tak: Nagrany w hołdzie dla Davida Bowiego For David Robert Jones to Basinski w najlepszym wydaniu. Hipnotyczny ambient wzbogacony o zapętloną partię saksofonu usatysfakcjonuje chyba wszystkich fanów amerykańskiego twórcy. Właśnie dzięki takiej muzyce jest on darzony olbrzymią estymą. Tytułowy A Shadow in Time to zdecydowanie bardziej sztampowy utwór, co nie znaczy, że jest słaby. Po prostu brakuje mu siły oddziaływania poprzedniego nagrania. Na koniec tego akapitu warto dodać, że w 2017 roku przynajmniej solidne albumy wypuścili Ryuichi Sakamoto, Eluvium, Lawrence English, Bing & Ruth, Leyland Kirby i Brian Eno.

Rok labeli, labele roku

Jak zwykle klasą dla siebie były takie wytwórnie jak 12k i Erased Tapes. Często w moich notatkach pojawiało się Eilean Rec. Label otrzymał tytułu wydawnictwa roku 2016 według portalu A Closer Listen. 2017 rok wcale nie był gorszy w jego wykonaniu. Już w kwietniu bardzo entuzjastycznie pisałem o płycie Monolyth & Cobalt. Dunen Diaries chyba najłatwiej podsumować stwierdzeniem, że Matthias Van Eecloo w ramach jednego albumu zebrał najciekawsze wątki współczesnej muzyki elektroakustycznej bez odwoływania się do mętnych konceptów. Nie trzeba znać historii nagrywania poszczególnych utworów, żeby zachwycić się zawartością płyty. Równie dobry był album duetu Sound Meccano i Jura Laiva Salty Wind And Inner Fire, zawierający zbiór dronowych utworów z elementami neoklasyki. Płyta Histós Lusis projektu Toàn od początku zachwyca brzmieniem, na które składają się sample ze starych nagrań, żywe instrumenty i field recording. Na podobnej zasadzie zbudowany jest uroczy album Sonmi451 Panta Rei. Cieszy polski akcent w tym zestawieniu. Jest nim album Wide Grey Jacka Doroszenko, który z roku na rok coraz wyżej stawia sobie poprzeczkę i jak na razie nie zawodzi. Oby tak dalej!

Równie dobry rok zaliczyło Naviar Records, a to za sprawą takich płyt jak Wet Petals Hirotaka Shirotsubaki  i relief. silence comes. earthborn visions . Szczególnie ten drugi album przypadł mi do gustu. Hasłem przewodnim płyty jest nieprzewidywalność. Artysta wzbogaca ambientowe przestrzenie o kolejne elementy, które nie pozwalają traktować relief. silence comes. jako niezobowiązującego tła dźwiękowego. Fragmenty chóralnych śpiewów, klawiszowe melodie i nieoczekiwanie zmiany tempa to tylko niektóre niespodzianki, które czekają na słuchacza. Na ciepłe słowa zasłużyła również składanka Gomel, 1986.

Muzyka z pogranicza

We wstępie pisałem, że daleki jestem od gatunkowego puryzmu. To zabrzmi jak banał, ale 2017 rok obfitował w muzykę z pogranicza. Ambient w różnych proporcjach mieszał się z muzyką klasyczną, techno i field recordingiem. Ścisła czołówka roku to Ellen Arkbro For organ and brass. Płytę można określić mianem ambientowej mszy o brzmieniu sprzed wieków. Arkbro zaprezentowała się na niej jako pojętna uczennica mistrzów minimalizmu dodając do jego historii kolejny, fascynujący rozdział. Idealny soundtrack dla wiosennego przesilania stanowiła płyta Solstice Rime Trails. W kategorii muzyki relaksacyjnej wyróżnił się album La Niña Junco Federico Durand, który za pomocą starego syntezatora i kilku efektów wykreował fascynującą przestrzeń dźwiękową.

2017 przyniósł również ciekawe eksperymenty. Warty uwagi jest projekt Microscale Alesa Tsurko, który opisywałem tak: Alva Noto na świetnym albumie Unitxt przekładał na dźwięki kod popularnych aplikacji i z tak uzyskanych sampli tworzył intrygujące utwory. Ales Tsurko poszedł o krok dalej i stworzył muzykę, która powstaje w czasie rzeczywistym z losowo wybranych artykułów z Wikipedii. Jakkolwiek to zabrzmi, obserwowanie jak kolejne litery i znaki zamieniają się w dźwięki jest fascynujące i za to białoruskiemu artyście należą się duże brawa. Co ciekawe Microscale można nabyć w formie fizycznej lub cyfrowej i każdy egzemplarz jest niepowtarzalny. Dzięki temu Ales Tsurko stworzył ciekawy komentarz dla czasów cyfrowego przesytu udowadniając, że to, co najciekawsze dzieje się tu i teraz. Sporo intelektualnej przyjemności dał mi również DMNSZ i jego płyta OUIJA.

To był dobry rok dla miłośników neoklasyki. Płyty, które zasługują na wyróżnienie to:
Ben Lukas Boysen & Sebastian Plano Everything
Max Richter Three Worlds: Music from Woolf Works
Dmitry Evgrafov Comprehension of Light
From the Mouth of the Sun Hymn Binding

Teraz Polska!

To był dobry rok dla polskiej muzyki. Wiele wydawnictw zasłużyło na ciepłe słowa i tylko szkoda, że cały czas mam wrażenie, że ich odbiorcami jest ta sama, niewielka grupa osób. Zachwycił mnie kosmiczny ambient z folkowym zacięciem od projektu Vysoké Čelo, który rozbił bank płytą Űrutazás. To było zdecydowanie jedno z przyjemniejszych wydawnictw tego roku. Wysoki poziom utrzymał Grzegorz Bojanek, zarówno solo na płycie Stories of an Old Man, jak i w duecie z Lights Dim na Small Music Huge People.

Jednym z bohaterów roku był Radosław Kurzeja, który zabrał słuchaczy w ambientowa podróż do kresu nocy. Nostalgiczne brzmienia, fragmenty starych taśm i podskórny niepokój sprawiają, że Noce raz za razem goszczą na mojej playliście.

Wiele dobrego dla ambientu zrobiły Trzy Szóstki. Krzysztof Kwiatkowski to na polskiej scenie alternatywnej prawdziwa instytucja. Świetna strona Trzy Szóstki, bardzo aktywny fanpage, a od niedawna również netlabel. Pierwszym, premierowym nagraniem w barwach wytwórni jest album Banitka. Sujka umiejętnie żongluje nastrojami. Płyta potrafi koić (Córka zarządcy) żeby po chwili wzbudzić silny niepokój (Trucicielka). Banitka budzi wiele muzycznych i wizualnych skojarzeń, ale namechecking w przypadku tego typu muzyki zawsze obarczony jest sporym ryzykiem przestrzelenia. Drugim ważnym dla mnie wydawnictwem ze stajni Trzech Szóstek była płyta Low Expectations Piotrka Markowicza, czyli mroczna podróż do krainy niekończących się pętli. Efektem jest niezwykle spójna całość, która emanuje podskórnym niepokojem.

Osobnym zjawiskiem na polskiej scenie jest projekt micromelancolié, który w tym roku zachwycił mnie płytą no respect for grace and virtue. Wydany w limitowanym, kasetowym nakładzie materiał jest wyraźnie podzielony na dwie połowy. Strona A wydaje mi się być bardziej gęsta. Na stronie B dominuje przestrzeń. Jej początek brzmi jak soundtrack do gry o porzuconej stacji kosmicznej, na której pozostały nieliczne ślady ludzkiej obecności. Tych kosmicznych i postapokaliptycznych tropów jest zresztą więcej. Całość pełna jest dźwiękowych niespodzianek, do których odkrywania serdecznie zachęcam.

Na wyróżniemie zasługują również albumy Chmury Tutti Harp, Rite of The End Stefana Wesołowskiego i split Under The Face, za którym stali Naphta i Braki.

Melodia przyszłości

Jednym z moich tegorocznych faworytów jest wydana przez PAN składanka Mono No Aware. Kilkunastu artystom odpowiedzialnym za ten album udało się uchwycić kondycję ambientu tu i teraz. Mono No Aware można uznać jednocześnie za panoramę gatunku w 2017 roku jak i swego rodzaju manifest jego rozwoju. W wielu momentach twórcy starają się maksymalnie rozszerzać gatunkową formułę, ale w żadnym momencie nie wpływa to na spójność całości. To wprost niesamowite, że udała im się ta sztuka. Druga rewelacja ubiegłego roku to The Infected Mass i przepiękna płyta Those Who Walk Away. Do tych wydawnictw na pewno będę często wracał. A jacy są Wasi faworyci?