Wound – Clinomania

Dźwięki z pogranicza słuchu i wyobraźni.

Początek płyty kojarzy się z otwarciem albumu Returnal Oneohtrix Point Never. In Everything podobnie jak Nil Admirari atakuje nawałnicą dźwięków, które niekoniecznie są tym czym się wydają. Momentami miałem wrażenie, że jedną z warstw utworu tworzą zniekształcone głosy, ale mogło to być tylko złudzenie. Rozpoznania źródła dźwięków nie ułatwia zaskakująca końcówka utworu, która zmusza do ponownego wsłuchania się, ale może być również zwyczajną zmyłką. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

UWAGA SPOILERY! To oczywiście żart, ale z drugiej strony dlaczego nie podchodzić do muzyki jak do filmu czy książki? Mam na myśli oczywiście podejście do narracji i jej kluczowych momentów. Takie płyty jak Clinomania mocno operują elementem zaskoczenia dlatego od tego momentu czytacie na własną odpowiedzialność. Po początkowym trzęsieniu ziemi przychodzi pora na odrobinę wytchnienia. 4AM Ad Infinitum poraża prawdziwym pięknem. Zapytany o to za co kocham ambient zazwyczaj odpalam właśnie takie utwory. Delikatne, zwiewne i podszyte nutką tajemnicy. W tym momencie już wiedziałem, że płyta Wound zostanie ze mną na dłużej.

Pod numerem trzeci  kryje się What If, czyli utwór, który spokojnie można postawić obok delikatniejszych fragmentów Theory of Machines Bena Frosta. W takich momentach czuć, że za mastering płyty odpowiadał James Plotkin. Brzmienie albumu jest naprawdę cudowne. Na szczęście Wound nie ogranicza się tylko do formy i wypełnia swój album równie intrygującą treścią. Rise With Me Forever Across the Silent Sand urzeka delikatnymi dźwiękami pianina, które powoli ustępują miejsca ciężkim dronom żeby w końcówce niespodziewanie powrócić. Keep It In zabiera słuchacza do krainy wykręconego IDMu, a kolejne nazwy i skojarzenia można mnożyć w nieskończoność. Niespodzianka goni niespodzianka, ale największą jest to, że mimo tych zmian stylistyki i nastroju płyta nie rozchodzi się w szwach.

Notka prasowa towarzysząca płycie mówi, że: Clinomania to piekielne, szare miejsce wpółzamkniętych powiek, wyczerpania psychicznego, projekcji i majaków gdzie ciężkie drony łączą się z melancholijnymi liniami pianina, transformowane ścieżki głosu snują się wśród romantycznych syntezatorów, a zglitchowane plamy dźwiękowe prowadzą nas głębiej i głębiej. Ja dodam tylko, że jest to bardzo interesujący i zaskakujący album, któremu zdecydowanie warto dać szansę.

15 września 2017,własnym sumptem

Posłuchaj: https://wounds.bandcamp.com/album/clinomania