Janusz Jurga – Duchy Rogowca

Sowy nie są tym, czym się wydają.

Podobnie jest z naszym wyobrażeniem o płytach, które dopiero odpalimy. Mój kontakt z Duchami Rogowca to opowieść o tym jaki obraz muzyki powstaje zanim jeszcze zacznę jej słuchać. Nie oszukujmy się, żaden odsłuch nie jest czysty. Nawet w przypadku zupełnie nieznanego wykonawcy takie rzeczy jak okładka, wydawca, przeczytana w sieci recenzja czy nota prasowa tworzą jakieś oczekiwania i wyobrażenie o tym czego za chwilę posłuchamy. W przypadku solowego debiutu Janusza Jurgi tych skojarzeń było bardzo wiele. Pierwsze z nich spowodowała intrygująca okładka kojarząca się z minimalizmem The Field. Kolejnym tytuły nagrań jednoznacznie kojarzące się z Duchem gór Lutto Lento. Autor jest członkiem projektu Vysoké Čelo co budziło nadzieję na kontynuację wątków z zeszłorocznej ep-ki Űrutazás. W nocie prasowej pojawiają się Gas, Robert Rich i Burzum… Prawdziwy zawrót głowy. W tym momencie nasuwa się pytanie jak te skojarzenia mają się do zawartości Duchów Rogowca?

Każde z powyższych skojarzeń pasuje do opisywanego albumu, ale jednocześnie Duchy Rogowca kryją sporo niespodzianek. Pierwszą skrywa już Duch pierwszy, który zaskakuje melorecytacją, która dość szybko ustępuje miejsca przygaszonemu techno. W tym miejscu ujawnia się główna oś albumu, którą jest zderzenie natury i techniki. Odgłosy ptaków i szum strumienia egzystują na równych prawach z elektroniczną muzyką sprawiając, że całość brzmi jak rave w głębi lasu. Posmak tajemniczego rytuału i lekko odrealniony klimat sprawiają, że Duchy Rogowca nie chcą w moich słuchawkach ustąpić miejsca innej muzyce. To dowód na to, że nie tylko lasy wokół Twin Peaks kryją wiele tajemniczych sekretów. Czasami wystarczy zdecydowanie krótsza podróż.

21 lutego 2018, Opus Elefantum Collective

Posłuchaj: https://januszjurga.bandcamp.com/

Za przedpremierowe udostępnienie materiału dziękuję Opus Elefantum Collective.